REHABILITACJA

To tytuł ostatniej z trzech książek  Wiktora Osiatyńskiego, po    REHAB     i LITACJA ,       którą polecam dzisiaj całym swym sercem. Dlaczego aż tak gorąco zachęcam do czytania jej?   

Po pierwsze: jest niewielka. To znaczy każda z trzech książek ma niewielki format i mniej niż 200stron.

Po drugie: jest bardzo osobista, stanowi świadectwo głębokie i rozległe.

Po trzecie: chwyta za serce (to znaczy mnie chwyciła)  autentycznością i ogromem pracy włożonej w proces zdrowienia z uzależnienia, który właściwie nigdy się nie kończy, bo zawsze znajdzie się coś do udoskonalenia w sobie….

Interesujące jest też poznać różnorodność terapii w Ameryce i zobaczyć jak bogate w doświadczenia, świadome i światowe życie można wieść.

Książki - świadectwa i przewodniki  dla wszystkich, nie tylko dla uzależnionych. Osobiście mam ogromną wdzięczność dla pana Wiktora Osiatyńskiego za to że zechciał podzielić się swoim życiem 

NASTOLATKI

W ostatnim Dużym Formacie  (31.01)  troje młodych opowiada o swoim doświadczeniu z narkotykami. Tekst powstał po samobójstwie siedemnastolatka, którego mama w Newsweeku  wskazała palenie marihuany za powód.  Może to i dobrze, że mama tak gromko występuje – może usłyszą ją inni rodzice i choć trochę swoich myśli i uczuć poświęcą problemowi….

Bo z drugiej strony to tak prosto nie wygląda  Mają swoje lęki i powody i okoliczności żeby się odurzać. Nam starym trudno za tym nadążyć, bo ich świat jest inny niż nasz mimo iż wydaje się tym samym. Banały nie?

Co młodzież pisze o swoich starych? Że jacy by nie byli fajni,  i tak są bezsilni, lubią ich i dlatego chcą im oszczędzić zmartwień oraz prelekcji, które czują się zobowiązani wydać. Łatwo ich oszukać i okłamać, kazania i prelekcje można jakoś wysłuchać, wstrzymanie kieszonkowego nie jest bolesne bo zawsze znajdzie się dobra dusza z chęcią podzielania się działką, krótkie kary można spokojnie przetrwać a na dłuższe nie starcza im konsekwencji.

Ci opowiadający zauważyli zmiany w sobie i swoim życiu, przestali brać intensywnie. Ilu jest takich co nie zdołało? Dla nich rodzice mają popracować nad konsekwencją… 

(pisane na początku roku zanim zepsuł się komputer)

SPOTKANIE NA KONIEC ROKU

Odbyło się dzisiaj u nas spotkanie „wigilijne” uczestniczek grup wsparcia z poprzednich lat.

 Są to matki rozpoczynające działanie w rodzinie i w sobie przed wielu laty,  nawet piętnastu.

Mają dorosłe dzieci, dobiegające czterdziestki lub krótko po trzydziestce. Te dzieci radzą sobie różnie: niektórzy wiodą zwyczajne, znojne życie. Tych jest większość.  Są rodziny, wnuki, codzienne problemy, komuś trzeba pomóc, z kimś zrobić kolację, wyjechać do syna, na tyle czasu co do jego brata,(wyliczają  sobie i matce skrupulatnie),  zająć się cudowną wnuczką córki, pracującej w korporacji, znaleźć żonę synowi zajętemu pracą za granicą (na jego prośbę), znaleźć w sobie pokłady miłości do dzieci partnerów naszych dzieci, które przecież niczemu winne…Te są historie pozytywne, budujące, życiowe, jak każdego z nas… 

Było kilka matek, których życie nie poszło tym torem.   Dzieciaki dalej bujają się  w świecie narkotyków, próbują tej terapii lub innej, pozostają w abstynencji dłużej lub krócej, ale zawsze pozostają w fizycznym związku z matką , ojcem.    Związki trwają , się pomaga  dziecku, z przekonaniem że ono tego chce, nie dopuszczając myśli o jego samodzielności, potrzebie samostanowienia, decydowania o sobie i w końcu  samoocenie.

Co powoduje, że one ( matki i ojce)  tkwią w przekonaniu o swojej nieodzowności w życiu swoich dzieci? Nie chcę słuchać wywodów psychologów. Zastanawiam się nad tym fenomenem już kilka dobrych lat….     

CZYTAMY

 

Wyszła właśnie interesująca książka z dziedziny uzależnień. Autorem  Ameisen Olivier tytuł Spowiedź z butelki.   Rzecz o alkoholizmie.

Nie czytałam jej jeszcze tylko słuchałam rozmowy z autorem w radio. Przekonywał,  że choroba alkoholowa jest jak inne choroby a także śmiertelna ,i sam  lekarzem będąc  postanowił potraktować ją  farmakologicznie, ponieważ podejmowane próby różnych terapii jakie są stosowane w dzisiejszym świecie okazały się bezskuteczne  -  wracała.  Metodą prób dopasował sobie dawkę baklofenu, środka na zwiotczenie stosowanego w spastyczności mięśniowej. Przyjmował go w ilości znacznie przekraczającej dotychczasowe  używanie. Kilkumiesięczna kuracja uwolniła  autora  od objawów głodu alkoholowego. Twierdzi, że od dziesięciu lat prowadzi normalne twórcze życie profesora kardiologii w Nowym Jorku i propaguje tę metodę.  Pewnie napotyka na opór tradycyjnych terapeutów, uważających za niezbędne przejście 12 kroków….

Ciekawe będzie zestawić jego doświadczenia  z doświadczeniem  Wiktora Osiatyńskiego  zawartym w trzech niewielkich książeczkach: Rehab, Ilitacja, Rehabilitacja.

Jak przeczytam, podzielę się . I zachęcam do poznania wszystkich tych pozycji.

Marihuana

Skutecznym argumentem na legalizację marihuany nie będzie zestawianie jej z alkoholem, czy nikotyną, bo to są wszystko środki zmieniające świadomość, których używanie może spowodować negatywne konsekwencje. Najistotniejsze jest to, że represyjność prawa nie zwiększa skuteczności jego oddziaływania, ale nieuchronność egzekwowania. Mamy w chwili obecnej całkowicie martwe, szkodliwe i niebezpieczne prawo, które stygmatyzuje wiele tysięcy ludzi, jako przestępców.

Tak mówi wielki autorytet w sprawach narkotyków Robert Rutkowski Oli Długołędzkiej (w gazeta.pl kobieta 9.11.2012).Mówi jeszcze kilka interesujących rzeczy, wyjaśniając argumenty Kamila Sipowicza za legalizacją.  Okazuje się, że nie wszystkie prawdy obiegowe są prawdziwe, zwłaszcza te dotyczące nieszkodliwości marihuany.

R. Rutkowski mówi o pięciu swoich pacjentach, którzy spowodowali wypadki samochodowe pod wpływem, w dwóch zginęli ludzie. Marihuana obniża zdolność koncentracji na wielu poziomach, wymaganych w prowadzeniu samochodu! Piloci w USA, mówi, są sprawdzani na kontakt z nią przez ostatnie pół roku – obniżenie zdolności psychosomatycznych może trwać kilka tygodni!

Może też, wbrew obiegowej opinii, wywołać stan psychozy, ponieważ pogłębia nastrój palącego. Jeśli jest zły, pogłębiają się bóle, problemy i niedoskonałości.

Te dwie rzeczy poruszyły mnie najbardziej.

Są inne niezmiernie ważne, o których muszą wiedzieć biorący udział w dyskusji a właściwie wszyscy, bo wszystkich problem dotyczy.

Marihuana

 Odkryłam  świetną ideę czytając rozmowy z różnymi ludźmi po konferencji Światowej Komisji ds. Polityki Narkotykowej. Odbyła się w październiku w Warszawie.

Ludzie ci z całego świata biznesmeni i społecznicy zauważyli przytomnie, że wojna z narkotykami nie przynosi żadnego rezultatu. Ludzie tracą życie, siedzą w więzieniach, a mnóstwo pieniędzy przepływa bez efektu dla społeczności a wprost dla mafii.

Pamiętając prohibicję w USA, która zwiększyła ilość alkoholików i  mafiozów,  decydenci powtarzają takie działanie w  imię spokoju tego co jest. I własnych interesów. Zmiany są bolesne ze swojej definicji.

Ci z Światowej Komisji ds. Polityki Narkotykowej  nie postulują depenalizacji tylko. Oni zwracają uwagę świata na biedne położenie tych uzależnionych, którzy są przede wszystkim ludźmi chorymi, a nie przestępcami. I należy im się możliwość leczenia a nie stygmatyzacja.

Bo przez te ostatnie 40 lat wojny z narkotykami społeczności widzą ich jako tych przestępców, karalnych za skręta, a nie jako ofiary, chorzy. Rzadko się zdarza aby złapany został przedsiębiorca, dealer narkotykowy co uważamy za sukces wojenny. Przeważnie są to płotki. A tamci działają poza prawem  i normami społecznymi. A to przeciw nim należałoby zwrócić opór społeczny, pochylając się nad losem biednego narkomana, chorego człowieka.

I nie trafiają do mnie argumenty o furtce jaką jest marihuana. Furtką jest papieros!!!  I piwo!!!

A SĄ LEGALNE!!!!! 

Moja grupa, refleksja

Po ostatnich spotkaniach grupy wsparcia nasunęła mi się myśl o przewrotności natury ludzkiej: sama jestem pewna skuteczności tej formy pomocy (na swoim przykładzie i koleżanek chociażby) i spotykam ludzi też przekonanych a jednak mało aktywnych w kwestii kształtowania swojego życia, jakby nie do końca byli przekonani. Rozumiem, że świat dzisiejszy jest pełen różnych problemów pilnych i ważnych, mamy ograniczoną ilość sił i czasu. Nie doceniamy jednak wielu możliwości, które daje nam miejsce. Wrocław.  Pojawiają się często ludzie z dalekich miast, przeważnie mniejszych, gdzie nie ma pomocy dla rodzin ludzi uzależnionych.  Jak to w małych społecznościach: wszyscy wiedzą a nikt o tym nie mówi bo wstyd.  I targa się taki świadomie szukający wsparcia do miasta czasem nawet ze sto kilometrów  i widać ulgę i nadzieję w jego twarzy po kilku godzinach rozmowy. Ze względu na odległość następnym razem przybywa po kilku tygodniach, kiedy już sytuacja w domu dokuczy fest.  Proces dochodzenia do względnej normalności jest mocno wydłużony. Człowiek spędza czas na szarpaniu się w niemocy, zwykle.

Ci mieszkający  w mieście mają dużo łatwiej. 

Śliweczki?

Jesień  piękny sezon na węgierki.

Są równie świetne jak truskawki wiosną, tyle że dużo bardziej kaloryczne. Jesienią dozuję sobie owoce. Nie to nie jest cecha którą nabyłam przychodząc do Powrót z U. Zbyt proste..  Byłam już po runięciu pierwszego muru – dotarło do mnie, że dziecko ćpa. Następne trzy lata zajęło mi przekonywanie siebie samą, że życie mego dziecka należy przede wszystkim do niego, ma prawo wybierać nie to co mi akurat pasuje. Że konsekwencje będzie musiał ponieść, żeby nie wiem jak bolało to mnie ,łącznie z tą ostatnia… że ochrona przed destrukcją drugiego dziecka i siebie jest dla niego szansą i że nikt inny tylko ja mogę to zrobić.dlatego że mi zależy na nim najbardziej. I to najbardziej stanowiło kolejny mur, bo jak tu działać wbrew  Naturze, która przysposobiła  mnie do ochrony dzieciaka?    Praca nad sobą to ciężka robota i wieloletnia.

Trochę wsparcia

Ekstra wiadomość po filmie o Kotanie!!!!

On nic nie mówi o rodzicach i ich błędach wychowawczych, tak łatwo ocenianych przez  innych, społeczeństwo ogólnie.             to twoja sprawa!!!             I masz sobie z nią poradzić, ewentualnie z ludźmi co tak samo albo podobnie przyjmują świat.

Jakże to inaczej niż panująca  powszechnie wiedza o wpływach rodzinnych.

Nawiązuję tu do poczucia winy i wstydu, które trapią każdego rodzica zwłaszcza matki w sytuacji uzależnienia dziecka:  co zrobiłam nie tak?  w którym momencie popełniałam błędy? przecież tak się starałam żeby stworzyć najlepsze warunki do rozwoju, nauki, zdrowia? Niejednokrotnie robiłam to rezygnując z własnych ambicji, marzeń, radości !  i co mam w zamian? Udrękę i kłopoty z całym światem!

Otóż branie tego wszystkiego jako cios we własną osobę i osobowość niczemu nie służy, chyba tylko  osobistej zgryzocie, jeśli ktoś lubi się katować. Jeśli chcesz sobie pomóc i dziecku przy okazji  przepracuj taką postawę . Spróbuj spojrzeć na was z boku. Spróbuj dostrzec oddzielne osoby, z trochę innymi cechami, innymi doświadczeniami, innymi potrzebami, innymi ambicjami. Każda z nich ma wokół siebie swój własny kawałek świata. Ma go mieć, bo ma obowiązek doskonalić się swoją indywidualną drogą. Z rezultatów będzie rozliczał nas Pan Bóg.   

Różne sytuacje

Co robić z czterdziestoletnim synem – narkomanem?

Ćpa od dwudziestu kilku lat,  pracuje trochę – ma na narkotyki. Jest spokojny,  wygląda porządnie i schludnie.   Niepokoi  nas utrzymywanie przez niego dystansu – tajemnice chowa w sobie oraz  stanowczo zbyt częste, aczkolwiek grzeczne prośby o pieniądze. Niepokoi nas brak przyjaciół i dziewczyny,  brak pasji i zainteresowań. Nie wyjeżdża na wakacje ani  do rodziny.  Jest naszym jedynym dzieckiem,  centrum naszego życia od lat czterdziestu.

Doświadczenie i rozum mówią: odpępowić się!

Ba, ale jak? Po czterdziestu latach?!

Nie przeczę, zadanie ambitne. Potrzebne wsparcie na bieżąco. I małymi kroczkami próbujemy coś zmienić, nie zawsze wychodzi od razu. Nieraz trzeba powtarzać to samo i nie zrażać się niepowodzeniem, nikt nas nie ocenia a jeśli nawet to jego sprawa. Próbujemy  różnych  zachowań i obserwujemy, które sprawdza się w naszym przypadku. Zaczynamy oczywiście od niedawania pieniędzy. Żadnych!!!    Następnie zaprzestajemy świadczenia innych usług, powolutku ale konsekwentnie.   Zyskany czas przeznaczamy na własne, ale to jedynie swoje przyjemności.